piątek, 1 listopada 2013

Od Freedoma

Jak codzień błąkałem się po okolicznych miejscach. Alfy zarządziły akurat postój i wszyscy rozmawiali ze sobą energicznie. Moje życie momentalnie zmieniło się. Po napotkaniu się na Swimming Happines nie mogłem już żyć tak jak wcześniej. Nie wiem, czy postąpiłem dobrze. Nie mam pojęcia. Stado było małe, członków nie przybywało dużo. To chyba w porządku. Nie przepadałem za towarzystwem rozbrykanych delfinów, lubiłem ciszę. Oczywiście nie miałem nic do "tych wesołych", byli oni chociaż normalni, nie to, co ja.
Westchnąłem przeciągle i podpłynąłem na górę sprężystym ruchem. Wypłynąłem nad powierzchnię i zaczerpnąłem powietrza. Dotarł do mnie krzyk mew i szum fal. Ach, jak ja lubiłem odrywać się od podwodnego życia i choćby na sekundę, nie musiała to być dłuższa chwila, widzieć wszystko inaczej. Nie wiem dlaczego, ale dodawało mi to otuchy i chociaż na moment mogłem się cieszyć. Tak, cieszyć.
- Zaraz ruszamy! - usłyszałem, donośny głos Samca Alfa, kiedy znalazłem się już pod wodą.
Bez słowa przepłynąłem na koniec grupki i pogrążyłem się w swoich myślach. "Zaraz" oznaczało przeważnie dość długi czas, ale każdy członek musiał znajdować się w zwartej gromadzie.
- Coś ty taki smutny? I czemu trzymasz się tak daleko od nas? Chodź! - do rzeczywistości przywrócił mnie czyjś głos. Podniosłem głowę. Przedemną stała Sybil, Samica Alfa Stada.
- Dzięki, ale nie skorzystam z propozycji - odparłem cicho.
Samica spojrzała na mnie zdziwiona.
- Coś się stało? - zapytała się mnie po dłuższej ciszy.
Pokręciłem głową przecząco i odwróciłem się. Dostrzegłem jednak, że Sybil tak prędko nie da za wygraną.

(Sybil?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz